Czego nauczył nas Stanisław Lem? Futurologia i prognozy po polsku

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Czas czytania: 3 min.

Ale ja nie miałem domu. Ziemia? Myślałem o jej wielkich zatłoczonych, huczących miastach, w których się zgubię, zatracę prawie tak, jak gdybym uczynił to, co chciałem zrobić drugiej czy trzeciej nocy – rzucić się w ocean ciężko falujących ciemności. Utonę w ludziach. Będę milkliwym i uważnym, a przez to cenionym towarzyszem, będę miał wielu znajomych, nawet przyjaciół, i kobiety, a może nawet jedną kobietę. Przez pewien czas będę sobie musiał zadawać przymus, aby uśmiechać się, kłaniać, wstawać, wykonywać tysiące drobnych czynności, z których składa się ziemskie życie, aż przestanę je czuć.

Znajdę nowe zainteresowania, nowe zajęcia, ale nie oddam im się cały, niczemu ani nikomu, już nigdy więcej. I być może będę patrzał w nocy tam, gdzie na niebie ciemność pyłowej chmury jak czarna zasłona powstrzymuje blask dwu słońc, pamiętając wszystko to, co myślę teraz, i wspomnę z pobłażliwym uśmiechem, w którym będzie odrobina żalu, ale i wyższości, moje szaleństwa i nadzieje. Wcale nie uważam tego siebie z przyszłości za coś gorszego od Kelvina, który gotów był na wszystko dla sprawy zwanej Kontaktem. 

I nikt nie będzie miał prawa mnie osądzić.

Kris Kelvin, główny bohater Solaris

Serwisy zagraniczne piszą, że Lem to futurysta i wizjoner zapomniany. Albo że prawie zapomniany. Że znany głównie w Polsce i głównie z uwagi na “Solaris”. Może jeszcze w krajach dawnego bloku wschodniego. Wznowienia wydań jego książek i zbiory – antologie, powstające na przestrzeni lat ostatniej dekady filmy, gry i liczne wskazania na jego postać zdają się temu przeczyć. Lema powinien poznać każdy miłośnik oraz każdy wnikliwy obserwator nowych technologii. 

A może założenie, że Stanisława Lema nie trzeba nikomu przedstawiać, jest mylne? Był przede wszystkim polskim powieściopisarzem najbardziej znanym z literatury science fiction. Jego twórczość obejmuje zarówno książki filozoficzne i analizy, jak i lekką oraz mrocznie komiczną satyrę. Lubił obalać wiele typowych tropów gatunkowych. Wciąż jest jednym z najbardziej znanych i cenionych polskich pisarzy, a także jednym z najbardziej płodnych pisarzy fantastyki naukowej. 

Lem wiecznie żywy. Nadal kochamy Solaris

Oprócz klasycznego filmu Andrieja Tarkowskiego Solaris z 1972 roku to najpopularniejsze dzieło Lema doczekało się wielu wznowień. Poniżej wybraliśmy jedno z mediów już nie najnowszych, ale w czasach twórczej płodności Lema jeszcze nierozpowszechnionych, czyli audiobook powieści, oraz jej nową, choć ustępująca jakościowo w wielu aspektach ekranizację. Jeżeli lubicie starsze dzieła i nie przeszkadza Wam stylistyka retrofuturyzmu, to warto zacząć oglądanie adaptacji od filmu Tarkowskiego.  

Świat polskich literaturoznawców i teoretyków literatury kocha Stanisława Lema. Wciąż zajmują go aspekty polityczne i filozoficzne fantastyki, aksjologia i uwikłanie w problematykę przypadku (Jerzy Jarzębski). Nie brakuje też u Lema tematów takich jak relacje pomiędzy naturalnością a sztucznością, dzieje rozumu, sprawa kontaktu z obcością. Wreszcie – ewolucja światopoglądu samego Lema jako ewolucja światów, które stworzył. Bo każdy z nas się zmienia pod wpływem tego, co widzi.

Jeżeli ktokolwiek z Was patrzy na Lema wyłącznie przez pryzmat science fiction, a zwłaszcza są wśród was ci, którzy science fiction kojarzą z zielonymi ludkami i paranaukową bzdurą, to dzieła Lema są pozycjami idealnymi, żeby z takiego spojrzenia wyleczyć. To teksty zarówno do czytania dla rozrywki na tarasie, jak i dla bardziej refleksyjnej lektury o człowieku w świecie nauki. To po prostu wciąż czyta się świetnie

Co ciekawe do dziś według wielu to Lem pozostaje autorem najbardziej oryginalnego obrazu kosmity w literaturze. Ten kosmita to trochę ktoś, a trochę coś. Wiecie o czym, albo o kim mowa? 

To solaryjski ocean.

Gdy jednak biologowie widzieli w nim twór prymitywny - coś w rodzaju gigantycznej zespólni, a więc jak gdyby jedną, spotworniałą w swym wzroście, płynną komórkę (ale nazywali go „formacją prebiologiczną”), która cały glob otoczyła galaretowatym płaszczem, o głębokości sięgającej miejscami kilku mil - to astronomowie i fizycy twierdzili, że musi to być struktura nadzwyczaj wysoko zorganizowana, być może bijąca zawiłością budowy organizmy ziemskie, skoro potrafi w czynny sposób wpływać na kształtowanie orbity planetarnej. - mówi Kris Kelvin o historii solaryjskiego oceanu. Prawdopodobnie on i wszyscy wymienieni się mylą.

Solaris to coś nowego i przeciwnego do większości science fiction z tamtych czasów, które wyobrażało sobie obcych jako przynajmniej trochę podobnych do ludzi. Solaryści badają, jak komunikacja może działać, lub nie działać, z istotą kompletnie różną od człowieka. Ludzie są tam nazywani „rycerzami świętego Kontaktu”. Podejmują próby porozumienia się i opisania wszystkiego, co możliwe. To boleśnie trafne opisanie ograniczeń naukowców i inżynierów. Nie wszystko jeszcze potrafimy zbadać, opisać i pojąć. Długo jeszcze nie będziemy potrafili. A nawet nie wiadomo, czy kiedykolwiek nam się to uda

Ocean jednak nie przestaje próbować, i choć robi to w sposób torturujący umysł, to nie można mu zarzucić, że nas nie zrozumiał… Przeczytajcie sami, obejrzyjcie sami.

Kadr z Solaris (2002) w reż. Stevena Soderbergha.
George Clooney jako Kris, Natascha McElhone jako Harey.

2021 rokiem Lema

Zaangażowanie Lema w “hard sci-fi” naznaczyło większość twórczości pisarza i posłużyło jako przejście do filozoficznych rozważań na temat technologii. Nie inaczej było w powieści Niezwyciężony, drugiej najsłynniejszej autorstwa Stanisława Lema, której poświęcimy jeszcze osobny fragment . Być może zainteresowanie jego postacią odrodzi się w tym roku, ponieważ z okazji setnej rocznicy jego urodzin ogłoszono rok 2021 “Rokiem Lema”.  

Zapowiedź polskiej gry komputerowej studia Starward Industries na podstawie powieści Niezwyciężony.

Źródło zdjęcia: gry-online.pl

Co przewidział Lem?
Wizje, opinie, przepowiednie

Uwielbiał gry słowne, wymyślanie nowych słów i wróżenie przyszłości z… przeszłości cywilizacji. Był to jeden z wielu sposobów, w jaki poddawał fabułę paradoksalnym skojarzeniom, a nie prostym i wąsko uzasadnionym prognozom. Ze szczególnym upodobaniem oceniał i rozsądnie krytykował religię, technikę i starą, ludzką głupotę. Zazwyczaj robił to z ostrym i przenikliwym dowcipem. W późniejszym okresie swojej twórczości coraz bardziej krytycznie odnosił się do technologii, a zwłaszcza do Internetu, który uważał za zbieraninę bez kontroli. W wielu utworach Lema pojawia się postać Ijona Tichy’ego, inteligentnego, podatnego na wypadki poszukiwacza przygód, który waha się między byciem Jedynym Rozsądnym Człowiekiem, a Niewiarygodnym Narratorem, czasami popadając w zupełną parodię. Dlaczego o nim mówimy? Bo to trochę dzisiejszy człowiek myślący i obserwujący, ale nierzadko w nowoczesności mocno zagubiony. 

Lem dostrzegł nie tylko nadchodzące rozwiązania technologiczne, ale i społeczne schematy.

Jednak to wszystko, co wymienione powyżej, to aspekty, które przynależą do poprzedniego nagłówka. To raczej atuty, które sprawiają, że jego książki wciąż chętnie czytamy. Może oprócz wzmianki o Internecie, o którym Lem nie wypowiadał się wyłącznie negatywnie. Lema zajmowały rozmaite obserwacje kultury. Zwracał przez ich pryzmat uwagę, że różnych rzeczy wypada się bać w różnym stopniu, a przynajmniej trochę wypada. Nie brakuje zarówno tematu awarii elektrowni jądrowej i obaw związanych z ich eksploatacją, a więc lęków, które w powszechnym odbiorze już nieco przycichły, jak i katastrof ekologicznych o trudnych do przewidzenia skutkach, o których niektórzy mówią już teraz, a inni takim obawom nie dają przyzwolenia. I to wliczając w to wszystkie możliwe za i przeciw. Lem moralizuje, ale bierze pod uwagę wszystko. A już na pewno jest dla słabości istoty ludzkiej wyrozumiały, choć głupotę piętnuje naprawdę bezwzględnie.

Obyczaje. Wizja Lokalna (1982), Kongres Futurologiczny (1971)

Granica wstydu wciąż się przesuwa. W końcu trwa właśnie (co najmniej) druga rewolucja seksualna, albo, jak kto woli – już post-seksualna. Wizja Lokalna (1982) to uczta wielopoziomowych żartów i porównań kulturowych. Najbardziej szalona z nich to dyskusja o rytuałach godowych podczas wizyty na pewnym uniwersytecie. Wszystkie strony są tym doświadczeniem kompletnie zdumione: miejscowi zamkniętą i intymną naturą rozmnażania się Ziemian, bo dla nich to najbardziej publiczna rzecz z możliwych, a Ijon Tichy dziwacznymi teoriami, które się wymyśla, by nadać temu zachowaniu logiczne wyjaśnienie. Co jeszcze stanie się akceptowane publicznie – nie wiemy. 

Równie ciekawe obserwacje znajdujemy w Kongresie Futurologicznym. Ijon Tichy bierze udział w 8. Światowym Kongresie Futurologicznym, który obraduje nad przeludnieniem i zbliżającą się katastrofą demograficzną. Równolegle odbywa się Kongres Literatury Wyzwolonej, a właściwie pornograficznej. Wielu krytyków przewidywania z Kongresu futurologicznego bierze poważnie, tak jak rzekomo poważnie brał je Lem. Szczyt i toczone podczas jego przebiegu dyskusje przypominają współczesne doświadczenia zagrożeń terroryzmem, a także różną skalę zainteresowania tematami poważnymi i luźnymi.

E-booki i audiobooki. Powrót z gwiazd, 1961

Na 40 lat przed próbami wynalezienia e-booków.

Powrót z gwiazd to historia astronauty, który na skutek paradoksu czasowego powrócił z wyprawy w kosmos po 150 latach. Osamotniony w diametralnie innym społeczeństwie od tego, które znał, próbuje zrozumieć i zaakceptować ziemską cywilizację. 

Ziemia to tutaj nic innego, jak obca planeta. Książki są kryształami zawierającymi treść. Można je czytać za pomocą optonu. To coś podobnego do książki, ale tylko z jedną stroną między okładkami. Po dotknięciu pojawia się kolejna strona tekstu. Ale ludzie jakoś i tak wolą lektany – takie czytane głośno, co to można je ustawić na dowolny rodzaj głosu, modulację i tempo.

Ale chwila, co to za wynalazki? Bo jeśli się nad tym zastanowić, to książka w formie małego kryształu byłaby w naszym rozumieniu kartą pamięci, a opton czytnikiem e-booków albo nawet tabletem. Jeśli chodzi o lektan, to jest to audiobook z możliwością regulacji głosu. Istniały już płyty gramofonowe z wierszami (1952), ale to technologia nie do porównania.

Choć wielu ceni sobie nadal kontakt ze słowem drukowanym. Wizję przyszłości bez papieru (drukarskiego oczywiście) przedstawia opowiadanie Pamiętnik znaleziony w wannie. Uwięziony w podziemnym kompleksie pod Górami Skalistymi w USA agent odnajduje w 3149 roku ostatni papierowy nośnik danych – dziennik, który przetrwał katastrofę papyrolizy, a opowiada, jako świadectwo czasów i zaprzepaszczonej technologii druku, o wydarzeniach sprzed 1680 lat. My z książek jeszcze nie rezygnujemy, ale alternatywy już są.  

Smartfony. Obłok Magellana, 1955

W hołdzie podróżnikom.

Jest fragment powieści Obłok Magellana, przy którym brwi same się unoszą. Mowa tam o maleńkich urządzeniach-nadajnikach, które będziemy trzymać w kieszeni, a które będą łączyć się z “wielką Biblioteką Trionów”. Nie smartfon? No smartfon. W tej samej powieści pojawia się wizja wytwarzania towarów, która przypomina współczesne technologie druku 3D. Oprócz tego postprawda, transhumanizm i inne okropnie złożone socjotwory. Sęk w tym, że socjotwory coraz nam bliższe.

Sam autor był wobec siebie bardzo krytyczny i uznał ten utwór za wyjątkowo słaby. Jest też tam trochę obowiązkowego dydaktyzmu. Ciekawostka – cybernetyka była źle widziana w PRL jako nauka imperialistyczna, więc Lem nazwał ją mechaneurystyką. A jeśli chcecie poczytać “tak o” – to świetny opis pierwszej wyprawy międzygwiezdnej człowieka do układu Alfa Centauri, która dzieje się około 1000 lat po “naszych czasach”.

Nanity i nanoroboty. Niezwyciężony, 1964

Piewzowzór trylogii Matrix?

Wiedzieliście, że Lem ukończył medycynę, ale nigdy nie pracował jako lekarz? Pierwsze wzmianki o nanitach do wykorzystania medycznego pojawiły się w amerykańskich czasopismach medycznych w 1959 roku. Być może któryś z wywiadów kryje odpowiedź, czym Lem inspirował się tworząc Niezwyciężonego, ale opis zbudowanego przez mikromaszyny miasta na obcej planecie wręcz zachwyca zarówno literackością, jak i pomysłowością. 

Niezwyciężony to wymarzony scenariusz wielkiego batalistycznego filmu. Uniwersalna historia o starciu ludzi z powstałą samorzutnie na odległej planecie populacją automatów niszczących wszelkie życie. Jest kosmiczny krążownik, są odważni badacze, dowódca Horpach i nawigator Rohan. Postacie, z którymi możemy się zidentyfikować. Natomiast mordercze, mechaniczne urządzenia to gatunek stworzony przez człowieka i nastawione na odruchową walkę aż do samozatraty. Skąd się tego nauczyły? To do istoty myślącej należy zrozumieć obcość i wyzwolić się z fatalizmu zniszczenia. 

Skąd właściwie to wszystko?

Dziadzia polskiej fantastyki naukowej.

Jasnowidz, podróżnik w czasie albo posiadacz ukrytej prawdy – możemy nazywać Lema jak chcemy. Aż takie magiczne określenia nas nie przekonują. Na pewno był po prostu piekielnie dobrym pisarzem wsłuchującym się w potrzeby swoich odbiorców i z głową wypełnioną wspaniałymi, czasem szalonymi pomysłami. 

Te z czasem jednak okazały się wcale nie tak szalone. Lem dobrze rozumiał, w jakim kierunku zmierza szybko zmieniający się świat. Nie zapominajmy, że przeżył dwudziestolecie międzywojenne i wojnę światową. Widział, jak w mgnieniu oka zmienia się maszyneria dostosowana do jej okrutnych potrzeb. W tych okolicznościach jego inteligencja i wyobraźnia nieustannie tworzyły nową, alternatywną rzeczywistość, konstruując urządzenia nieznane w tamtych czasach, ale coraz bardziej możliwe „do pomyślenia” w zmieniającym się świecie. W naszym świecie.

Więcej przepowiedni i inspiracji

  • Wyszukiwarka i usługi Google (Obłok Magellana) – Biblioteka Trionów zawierała łatwo dostępne zbiory obrazów, książek, muzyki, map, wszelkich dzieł i dokumentów w postaci kryształowych struktur.
  • Gra The Sims (Cyberiada) – konstruktor Trurl znajduje wygnanego dyktatora na asteroidzie i wręcza mu coś na kształt szklanej kuli z miniaturowym wszechświatem w środku. Na inspiracje Cyberiadą wskazał sam twórca serii The Sims, projektant Will Wright.
  • Serial Futurama (Dzienniki Gwiazdowe) – opowieści o pilocie Pirxie może nie do końca przewidziały powstanie serialu Futurama, ale śladem Wrighta na inspiracje wskazal tutaj jeden z twórców serialu, David X. Cohen: (…) Myślę, że Bender, który jest najbardziej ludzką postacią w >Futuramie<, zawdzięcza to trochę Stanisławowi Lemowi.

Fantastyka naukowa jako kostium

Kostium, czyli wymówka do rozważań nad człowiekiem i często jego głupotą, trzeba dodać. Wszystkie inspiracje Lemem trudno zliczyć. Wspomniany już dwukrotnie Niezwyciężony opisuje maszyny, które złudnie przypominają te z młodszej od powieści o 35 lat trylogii filmów Matrix. Ewolucja maszyn w Niezwyciężonym naprawia „błędy” ewolucji automatów, którą sterowali ludzie – zwracają się one w stronę energii słonecznej i tworzą niezwyciężony twór. To takie owady, które w środowisku radzą sobie naprawdę świetnie. A my jako ludzie próbujemy je zrozumieć i ograniczyć, a raczej kontrolować, ich wpływ na szeroko rozumiane środowisko. Czy jesteśmy niezwyciężeni? Czy niezwyciężony pozostaje Niezwyciężony, czyli kosmiczny krążownik załogi z Regis III? Z rojem owadomaszyn okazuje się to niełatwe. Uczenie maszynowe jak się patrzy! 

Podobieństw motywów i tropów możemy szukać długo. To właśnie tym zajmują się badacze motywów. To świetna zabawa i nie ma tutaj pani od polskiego, która powie nam, że “nadinterpretujemy”. A jeżeli tak robimy, to co z tego? Gdyby każdy wiedział wszystko i wypowiadać mogliby się tylko specjaliści, to wyeliminowalibyśmy dyskurs. Kto wie, czy właśnie maszynami Lema nie inspirowali się twórcy serialu Black Mirror tworząc mordercze atrapy pszczół-dronów?

Dla wielu późniejszych twórców literatury naukowej Lem jest takim samym protoplastą motywów, które zapożyczają do swoich prac, jak Tolkien dla fanów fantasy. To dzięki niemu w naszych ulubionych dziełach na dobre zagościły choćby elfy i krasnoludy znane ze Śródziemia. 

Nie przeoczyliśmy obserwacji socjologicznych i psychologicznych w Lemowskich dziełach. Rzeczy, które opisał, są tak uniwersalne, że będą ekscytować czytelników na całym świecie jeszcze przez długie lata. Mnogość artykułów o tym, jakie jasno- i czarnowidztwo skutecznie stosował Lem wręcz przygniata, ale inni autorzy sci-fi też byli ze swoimi pomysłami na scenie na dłuuugo przed technologią. 

Przewidywanie u Lema dotyczy raczej problemów współczesnych społeczeństw w kontakcie z technologią, a nie samych rozwiązań technologicznych, i to właściwie najważniejsze zdanie dzisiejszego artykułu.

My przypuszczamy, że fascynacja futuryzmem będzie trwać do czasu, dopóki nie zaniknie sztuka czytania. Jej owoce będą inspirować kolejne pokolenia pasjonatów science-fiction, a może nawet inżynierów – coś jak “inspiracja w drugą stronę”. U Lema natomiast to wszystko nie byłoby możliwe bez wnikliwej obserwacji i dobrego zrozumienia ludzkiej natury. Nie ma bowiem żadnej dobrej fantastyki bez dobrych bohaterów. A bohaterami wszystkich historii jesteśmy my – zwykli ludzie z Ziemi, którzy niekoniecznie chcą poznać nowe, a tylko stworzyć wszędzie kopie tego, co już znają, aby wszystko można było łatwiej zrozumieć, objąć w posiadanie i korzystać sobie na wyłączność. 

Na koniec zostawiamy Was ze słowami Krisa Kelvina z Solaris. Stanowią jasny dowód, że Lema zajmowały zarówno nauka, filozofia, jak i bardziej przyziemne, ludzkie doświadczenia. Na przykład takie jak… miłość. Jeżeli pamiętacie cytat z pierwszego nagłówka: Lem przewidział nasz nieograniczony, uporczywy Kontakt. Wszystkiego ze wszystkim, każdego z każdym.

„Odwieczna wiara zakochanych i poetów w potęgę miłości, która jest trwalsza niż śmierć, owo ścigające nas przez wieki „koniec życia, ale nie miłości” jest kłamstwem. Ale to kłamstwo jest tylko daremne, nie śmieszne. (…) Nie wiedziałem nic, trwając w niewzruszonej wierze, że nie minął czas okrutnych cudów.” 

Czym jest według Lema ludzka natura? Wszystkim, co potrafi wytworzyć i wrodzoną ciekawością, choć na jakiś ludzki sposób upośledzoną. To ona pcha nas ku postępowi. A nauka? Nauka nie odpowiada na żadne pytania, tylko swoimi rozmaitymi konstrukcjami hipotetycznymi przybliża nas do obrazu rzeczywistości w takiej mierze, w jakiej do tego zdolne są umysły uczonych. A gdzie łączy się z wiarą? W przekonaniu, że cud techniki, jakim jest samochód… się nie rozleci.

Podziel się:

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter
Oskar Pacelt

Oskar Pacelt

Autor i redaktor ponad 200 wpisów na Botland Blog. Wierzy, że udany tekst jest jak list wysłany w przyszłość. W życiu najbardziej interesuje go prawda, pozostałych zainteresowań zliczyć nie sposób. Zajmuje się ciekawostkami ze świata technologii i nauki. Najlepszy pływak w Botland.

Zobacz więcej:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.