Co to jest dolina niesamowitości? Przerażenie i roboty z Uncanny Valley

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Czas czytania: 5 min.

Dla tych, którzy jeszcze nie spotkali się z tym określeniem, wyjaśniamy, że „dolina niesamowitości” w kontekście naszego dzisiejszego tematu określa realizm w zachowaniu i wyglądzie robotów, którego przekroczenie u wielu osób wywołuje lęk.

Będzie troszkę strasznie, ale obiecujemy, że nie za bardzo.

Postawilibyście tego kota na nocnej szafce?

Ludzik z owoców kasztana albo plastelinowy Plastuś lęku nie wywołuje. W przypadku tak wykonanych miniatur postaci wszystko jest jasne – zostały stworzone na podobieństwo człowieka, ale… jednak nie za bardzo. Ktoś stworzył coś, co nie imituje człowieka na tyle, aby próbowało go udawać. Czasami jednak spotykamy się z czymś, co można określić mianem „niepokojące zabawki”. Jeszcze do tego wrócimy. 

Plastuś i wszystko fajnie.
"Uciekające kurczaki 2".
Trochę gorzej. Brrr...

Jak to wygląda dziś?

Co innego w przypadku androidów – robotów humanoidalnych albo zabawek z zewnętrznymi cechami wyraźnie ludzkimi. Ale zanim do nich przejdziemy, warto przyjrzeć się najnowszym osiągnięciom w mimetyzmie (naśladowaniu), na przykład narzędziom do generowania twarzy. 

Poniższe zdjęcia zostały wygenerowane z pomocą algorytmu uczenia maszynowego (machine learning, deep learning) za pomocą serwisu This Person Does Not Exist. Trudno w to uwierzyć…

…lecz żadna z poniższych osób nie istnieje naprawdę. 

Zupełnie zwyczajnie wyglądające portrety, prawda? Deep Learning wykonuje naprawdę niezłą pracę i wciąż jest doskonalony. Efekty możemy oglądać np. w postaci deepfake – fachowo podstawionych twarzy, które nie wzbudzają żadnych podejrzeń. To zbitka wyrazowa z deep (ang. głęboki) i fake (fałszywy). 

Ta praktyka stała się solą w oku celebrytów, którzy obawiają się bezprawnych fotomontaży w postaci taśm wideo i zdjęć z ich wizerunkiem. Taka autoreklama, której każdy wolałby chyba uniknąć. Nie potrzeba już do tego domorosłych specjalistów od Adobe Photoshop.

Ale algorytm czasem się myli i prezentuje coś takiego.

Zwróćcie uwagę na boki obrazów. Algorytm rozpoznał jakieś dystynktywne cechy ludzkiej twarzy i sylwetki, ale coś poszło poważnie nie tak. Czemu te dłonie witają się bez korpusu? Efekt jest raczej przerażający. Chociaż ostatecznie to w sumie tak, jakby bać się awarii grzałki czajnika.

Dlaczego tak się dzieje?
Dlaczego się boimy?

Lubimy coś, co jest podobne do człowieka, ale nie za bardzo. A w pewnym stopniu podobieństwa nie lubimy już tego ani trochę!

Dobra, o co tu chodzi? 

No, nie tak łatwo jest odpowiedzieć. Przy początkowej hipotezie naukowej nie zakładano, że trzeba wziąć jednak pod uwagę więcej czynników. 

Komfort psychiczny maleje, gdy coś przypomina człowieka w złudnym stopniu, ale nie zachowuje się w sposób przez człowieka oczekiwany. Spójrzcie na osie X i Y wykresu – im bardziej podobny do człowieka robot, tym bardziej sympatyczny się zdaje, ale jest tak do pewnej granicy. Na krzywej pojawia się nieoczekiwany spadek – to spadek komfortu psychicznego.

Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego podjęli się badań mających na celu ustalenie przyczyn występowania „doliny niesamowitości” (ang. uncanny valley), terminu stworzonego przez Masahito Moriego, japońskiego inżyniera i konstruktora robotów.

Zaprosili 20 osób w wieku od 20 do 36 lat, które nie miały żadnych doświadczeń z robotami. Kryterium przy wyborze kandydatów było też to, czy dana osoba przebywała w Japonii albo czy posiada znajomych lub rodzinę w tamtych stronach. Było to o tyle ważne, że roboty cieszą się tam dużym zainteresowaniem społeczeństwa.

Figura woskowa niemieckiego
mistrza boksu Henry'ego Maske.
Hej, dlaczego ty się nie ruszasz!?
Woskowy Charlie. Nie, powieki tych pięknych oczu nie zamrugają.

Dzięki wykorzystaniu funkcjonalnego rezonansu magnetycznego zaobserwowano, że największą aktywność mózg obserwujących wykazywał podczas oglądania filmów przedstawiających androida. Widok robota do złudzenia przypominającego człowieka powodował aktywność w okolicach kory ciemieniowej odpowiedzialnej między innymi za rozpoznawanie ruchów, oraz korze ruchowej odpowiedzialnej za ruchy zamierzone. 

Na tej podstawie stwierdzono, że w sytuacji, kiedy przyglądamy się maszynie człekopodobnej, mózg oczekuje pewnych konkretnych ruchów. Gdy obserwujemy typowe dla robota zachowania, to dochodzi do pewnego rodzaju przekłamania w percepcji. Coś ma być człowiekiem, ale wyraźnie nim nie jest – powoduje to uczucie braku komfortu. Coś próbuje mnie tu oszukać, myślimy. W przypadku obserwowania robota, który przypomina odkurzacz, puszkę albo samochodzik, tego odczucia nie ma.

Czemu tak jest? Dlaczego tak reagujemy? Teorii jest sporo. Przesuwamy się tutaj od biologicznego strachu przed drapieżnikami, które się maskują, strachem byciem zastąpionym (społecznie), ewolucyjną obawą przed zarażeniem się czymś nieprzyjemnym (dziwnie zachowujący się “człowiek” może być postrzegany bardziej lub mniej świadomie jako chory), a względami kompletnie nieuświadomionymi. 

 

Młodsze pokolenie zdaje się być mniej podatne na takie odczucia ze względów, których łatwo się domyślić – jest bardziej obyte z technologią i wychowuje się wśród niej. 

Animacje studia Pixar zdawały się nigdy nie mieć tego problemu. Najprawdopodobniej przez nieco karykaturalny styl tworzenia postaci.

Straszne roboty

Nie mówimy tu o dziełach fikcji, gdzie roboty faktycznie miały przerażać jak Terminator bez powłoki albo atakujące postać gracza w grze wideo androidy – to stanowi temat do osobnych, być może równie ciekawych rozważań. 

Mówimy tutaj o prawdziwych androidach. Sprawa jest poważna o tyle, że jeżeli roboty mają współpracować z nami coraz częściej, to potrzeba im ludzkich cech, ale w odpowiedni sposób. Chodzi o te z nich, które mogą wkrótce prowadzić taksówki, asystować w bibliotece albo sprzedawać gazety w kiosku. 

Amerykański Wall Street Journal opublikował nawet artykuł o tytule How To Make Robots Seem Less Creepy (pol. „Jak sprawić, aby roboty były mniej niepokojące”).  Ogólnie zdaje się, że w Internecie odnaleźć można dość zgodne opinie: roboty potrzebują więcej ludzkich cech. 

Należy jednak pamiętać, że zasadzka percepcji drzemie w dolinie niesamowitości. Pomijamy tutaj jednak jeszcze jeden ważny element – wiele zależy z pewnością od tego, jaką robot będzie pełnił funkcję. Przedstawiony na plakacie obok robot, android Working Joe, pojawił się w grze wideo Alien: Isolation stworzona przez The Creative Assembly i wydana przez studio Sega. Powiedzieć, że są niepokojące, to mało. Są przerażające, bo nie dość, że wyglądają jak gumowa kukła o świecących oczach i twarzy bez wyrazu, to w dodatku atakują nieposłusznych mieszkańców stacji Sevastopol. Mamy tu połączenie dwóch lęków w najlepszym wydaniu – występuje „dolina niesamowitości” i lęk przed czymś, co udaje człowieka, i lęk przed zwariowaną maszyną ze sztuczną inteligencją.

Working Joe zawsze Ci pomoże. Ale lepiej go nie denerwować.

Źródło plakatu: https://nl.pinterest.com/pin/332140541258644132/

Poniżej zamieściliśmy zwiastun godnego polecenia filmu Ex Machina z 2015 roku w reżyserii Alexa Garlanda. Występuje w nim postać Avy – to widoczna na miniaturze filmu kobieta-android. W rolę Avy wcieliła się Alicia Amanda Vikander. 

Spójrzcie na dwuminutowy materiał i porównajcie uważnie swoje odczucia, gdy Ava pojawia się na ekranie w „różnych odsłonach” – raz wyglądając jak kobieta, innym zaś raczej jak maszyna. 

Wygląda na to, że powstanie „doliny niesamowitości” jest integralną częścią ludzkiego instynktu samozachowawczego, który na podobnej zasadzie zniechęca do bliskiego kontaktu z chorymi, zwłokami czy istotami innego gatunku. Ava może akurat nie przeraża, ale nie gwarantujemy, że będzie tak w przypadku każdego z Czytelników. 

Zakłopotanie? Dezorientacja? Cóż, to normalne.

Wyjście z doliny

Robo-C w wersji takiej, a nie innej. Bo i można wybrać inną. Foto: robo-c.ai

Jak wspominaliśmy wcześniej, roboty bardzo rozprzestrzeniły się w Japonii i już właściwie mało kogo tam dziwią. Tamtejsi projektanci dokładają starań, aby nie tylko spełniały rozmaite role, ale i wyglądały przyjemnie dla oka. Android-C to natomiast twór amerykański.

Humanoidalne roboty mogą być kluczem do uczynienia robotów częścią codziennego życia. Producent Android Robo-C z Pensylwanii w USA ma nadzieję, że jego humanoidalne roboty będą pracować w biurach i przebywać w domach – przebywać, nie tylko być. Jedną z najbardziej imponujących funkcji Android Robo-C jest to, że może wyglądać jak tylko chcemy.

Robo-C jest pierwszym robotem humanoidalnym, który może obsługiwać procesy biznesowe z wyglądem człowieka. Dziesiątki Robo-C pracują już w 35 krajach w roli administratorów, konsultantów i pomocników. Przewiduje się, że ponad tysiąc tych robotów humanoidalnych zostanie rozmieszczonych do 2024 roku.

Podziel się:

Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter
Oskar Pacelt

Oskar Pacelt

Wierzy, że udany tekst jest jak list wysłany w przyszłość. W życiu najbardziej interesuje go prawda, pozostałych zainteresowań zliczyć nie sposób. Kocha pływać. Zajmuje się korektą tekstów (czyt. uprzykrzaniem życia współpracownikom), tłumaczeniami i ciekawostkami ze świata technologii.
Oskar Pacelt

Oskar Pacelt

Wierzy, że udany tekst jest jak list wysłany w przyszłość. W życiu najbardziej interesuje go prawda, pozostałych zainteresowań zliczyć nie sposób. Kocha pływać. Zajmuje się korektą tekstów (czyt. uprzykrzaniem życia współpracownikom), tłumaczeniami i ciekawostkami ze świata technologii.

Zobacz więcej:

Asus Tinker Edge
Ciekawostki
Marcin Lesiński

Asus Tinker Edge – małe komputery do wielkich zadań

Tinker Edge R i Tinker Edge T od Asusa to kapitalne płytki przeznaczone dla zastosowań uczenia maszynowego i nie tylko. Sprawdzamy, przybliżamy, porównujemy – w drugoplanowej roli pojawi się Raspberry Pi.

Dodaj komentarz