Spis treści:
Historia o autorze instrukcji technicznych, który nigdy nie planował zostać projektantem 3D, a dzisiaj ma na koncie niemal 200 modeli pobranych setki tysięcy razy.
Mickey Hoang naprawdę nie ma na imię Mickey, tylko Michael. Urodził się jednak w dzień urodzin Myszki Miki, w chińskim Roku Szczura, a jego rodzice uwielbiają Disneya — więc przydomek po prostu do niego przylgnął. Jest w tym coś wyjątkowo trafnego. Imię, które pojawiło się przez przypadek, którego nikt nie planował, a które stało się nieodłączną częścią człowieka.
Mickey nie planował też, że stanie się jednym z największych twórców zabawek na platformie MakerWorld. To stało się dokładnie tak samo jak z jego imieniem: niemal samo z siebie.
Na MakerWorld działa pod pseudonimem Kit Crafters. Jeśli spędziłeś choć chwilę na przeglądaniu tej platformy, niemal na pewno natknąłeś się na jego prace. Modułowe roboty ze sprawnie łączącymi się stawami. Fidget clicker. Model smoka, który stał się jego pierwszym projektem crowdfundingowym. Czy wreszcie mikrofon z miotaczem ognia — jego osobisty faworyt, nawet jeśli statystyki pobrań tego nie odzwierciedlają. Stworzył już prawie 200 projektów, a katalog wciąż rośnie.
Gdy zapytasz go, czym zajmuje się na co dzień, odpowie, że jest projektantem zabawek. Odpowiedź jest precyzyjna i nieco przekorna — bo gdy spojrzysz na to, co faktycznie wypełnia jego dni, trudno nie przyznać mu racji.
Początki
Przed pandemią COVID-19 pracował w firmie tworzącej gry wideo, gdzie zajmował się tytułami edukacyjnymi dla dzieci. Biuro potrzebowało obudów ochronnych dla płytki micro:bit — małej, programowalnej płytki deweloperskiej — i nikt nie wiedział, jak je wydrukować. Mickey zgłosił się na ochotnika.
Sam też nie miał o tym pojęcia, ale chciał się nauczyć. Firma kupiła drukarkę 3D, a on postawił jedną również u siebie w domu. To był początek, choć wtedy wcale na to nie wyglądało.
Zaczynał od Endera 3, potem przeszedł na Endera 5. Każdy, kto zaczynał od tych maszyn, zna ten rytm: poziomowanie stołu, regulacja offsetu osi Z, druk kwadratu testowego i ponowne poziomowanie stołu.
Używał ich przez całe studia. Potem, po dwu- lub trzyletniej przerwie, przestał. Maszyny stały i kurzyły się, a życie toczyło się dalej. Aż w końcu żona podarowała mu Bambu Lab X1C.
Dostałem ją, drukowałem te wszystkie gotowe projekty i pomyślałem: „Sam powinienem się tego nauczyć”. Przecież samemu można stworzyć o wiele więcej.
To zdanie jest punktem zwrotnym całej tej historii. Przejście z Endera na X1C to nie tylko zmiana sprzętu na nowszy. To całkowita zmiana wymagań, jakie maszyna stawia przed użytkownikiem.
Stare drukarki wymagały czasu i cierpliwości. Nowa po prostu drukowała. Mickey nagle nie miał co zrobić z rękami — pozostało mu więc projektowanie. Otworzył FreeCAD-a. Używa go do dziś.
FreeCAD, Formuła 1 i pierwsze sto modeli
Większość ludzi próbujących swoich sił we FreeCADzie kończy z bardzo konkretnym rodzajem frustracji. Na forach przeczytasz, że jest niestabilny, nieintuicyjny i że powinieneś go używać tylko wtedy, gdy naprawdę lubisz cierpieć. Mickey słyszał to wszystko, ale nie odpuścił.
Po prostu nie chciałem za nic płacić, więc przy nim zostałem.
Jego pierwszym projektem był mały klips do uchylenia pokrywy suszarki do filamentu. Rzecz, która doświadczonemu konstruktorowi zajmuje piętnaście minut – jemu zajęła dwie godziny.
Skończył go, wydrukował, wziął do ręki i poczuł, że coś „wskoczyło” na swoje miejsce — nie klips, ale zrozumienie, że potrafi stworzyć fizyczny obiekt z niczego innego jak z pomysłu i oprogramowania. Nie było to efektywne, ale wtedy nie miało to żadnego znaczenia.
Drugim projektem była karta z częściami do złożenia bolidu Formuły 1 (tzw. kit card). Mickey jest wielkim fanem F1. Zrobił małą płytkę, którą dzieci mogły wydrukować i złożyć — a ponieważ zbliżało się Halloween, drukarka chodziła na okrągło, a pomysł wydawał się przedni, rozdawał je dzieciom razem z cukierkami. Dzieciaki były zachwycone.
Kiedy wystartował MakerWorld, Mickey był wśród pierwszych stu twórców, którzy wrzucili tam swój model. Opublikował klips do suszarki, potem kartę F1.
I wtedy wydarzyło się coś nieoczekiwanego: model bolidu F1 dosłownie eksplodował popularnością.
Licznik pobrań rósł, pojawiły się pierwsze komentarze. Ludzie drukowali jego projekt — coś, co stworzył we wtorek tylko dlatego, że lubi Formułę 1 i miał akurat włączoną drukarkę.
To dało mi potężną motywację.
Zaczął na poważnie studiować projektowanie pod druk 3D. Poradniki na YouTube, materiały w sieci, specyficzne ograniczenia druku FDM — grubości ścianek, tolerancje wymiarowe, orientacja modelu na stole. Wszystkiego nauczył się sam.
W międzyczasie FreeCAD stawał się coraz lepszy, a Mickey rozwijał się razem z nim. Katalog projektów zaczął rosnąć — model po modelu, gdzie każdy był małym problemem do rozwiązania i cenną lekcją.
Jego własny styl wyłonił się tak, jak to zwykle bywa: nie z chłodnego planu, ale ze styku tego, co lubił, i tego, co umożliwiały narzędzia.
Lubił roboty i używał oprogramowania CAD – a on świetnie radzi sobie z ostrymi kątami, precyzyjnym spasowaniem i mechaniczną logiką. Modułowe roboty były naturalnym efektem tego połączenia — projekty z wymiennymi częściami, łączącymi się stawami i satysfakcjonującym „kliknięciem”, gdy wszystko wskakuje na swoje miejsce.
Jego żona, przeglądając MakerWorld, potrafi bez problemu rozpoznać jego prace. A to nie lada wyczyn.
Wypracowałem własny styl. Ludzie potrafią powiedzieć: „O, to na pewno twoje”. Czasem przeglądam MakerWorld, żona zerka mi przez ramię i pyta: „To twoje?”. Odpowiadam: „Tak, moje”. Nie zna wszystkich moich modeli, ale od razu wyczuwa ten styl.
Spróbował też Blendera, ale to nie było to. Modelowanie organiczne — rzeźbienie, wyciąganie siatek i płynne kształty, z których powstają postacie czy stworzenia — wymaga innego zmysłu, którego Mickey wtedy jeszcze nie wykształcił. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Odkrył modelowanie 3D w goglach VR i to chwyciło od razu.
Powód na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwny: Mickey w przeszłości rzeźbił twarze w glinie. Fizyczna, ręczna praca i budowanie kształtu dłońmi w przestrzeni idealnie przełożyły się na wirtualną rzeczywistość. Dłonie od razu wiedziały, co robić. Wydał kilka modeli, ale wciąż pracuje nad tym, jak połączyć VR z FreeCAD. Element wyróżniający jego projekty — ruchome stawy i pasowane części — wciąż wymaga dokładności inżynieryjnej. Milimetr to w końcu milimetr.
Modelowanie CAD pozwala mi tworzyć części, które idealnie do siebie pasują. Po około miesiącu dopracowałem mój system połączeń kulowych do perfekcji.
Konkursy i przewrót na platformie
Jest jeszcze jedna rzecz, która wyróżnia Mickeya na tle większości twórców na MakerWorld — nie tylko brał udział w konkursowej kulturze platformy, ale praktycznie dał jej początek.
Zanim MakerWorld wprowadził oficjalne konkursy dla społeczności, Mickey miał już gotowy pełny projekt konkursu na remixy: dokument w Google Docs, gotowy post na Reddicie — dopięte na ostatni guzik. Zgłosił się do MakerWorld z pytaniem o zgodę na promocję.
Ich odpowiedź go zaskoczyła: poprosili, by wstrzymał się dwa tygodnie, bo chcą zrobić to oficjalnie, a jego pomysł jest dokładnie tym, co sami planowali wprowadzić.
Konkurs wystartował pod szyldem MakerWorld i przyciągnął ponad setkę zgłoszeń. Mickey spodziewał się co najwyżej pięćdziesięciu.
Przejrzał każdą pracę. Niektóre z nich naprawdę go zaskoczyły — były tak dobre, że żałował, iż sam na nie nie wpadł. Dla organizatora konkursu nie ma lepszego dowodu na to, że inicjatywa okazała się sukcesem.
Clicker, Smok i to, czego naprawdę chcą ludzie
A teraz historia z tzw. klikaczem (fidget clickerem).
Zaprojektowanie go zajęło mu dokładnie trzydzieści minut. Mickey zobaczył, że ludzie używają przełączników z klawiatur mechanicznych do tworzenia małych zabawek antystresowych. Pomyslał, że potrafi to odtworzyć, usiadł i po prostu to zrobił. Pół godziny pracy. I to właśnie ten model stał się jego najczęściej pobieranym i najbardziej opłacalnym projektem. W momencie pisania tego tekstu ma na koncie ponad 70 tysięcy pobrań i licznik wciąż bije.
Dla porównania: nad projektami, z których jest wyjątkowo dumny — skomplikowanymi mechanizmami, precyzyjnymi proporcjami kolorów czy inżynierią wymagającą tygodni testów — spędzał długie dni, a żaden z nich nawet nie zbliżył się do tego wyniku.
Kiedyś mnie to frustrowało. Teraz ma to mniejsze znaczenie. Czasami ludziom po prostu bardziej podoba się coś innego i nie masz na to wpływu. I cieszę się, że tą rzeczą, którą wolą, wciąż jest jeden z moich projektów.
Ta akceptacja wymagała czasu. To coś, co każdy twórca w końcu musi zrozumieć — albo rzuca projektowanie w kąt. Mickey to zrozumiał i dzięki temu zyskał swobodę tworzenia tego, na co naprawdę ma ochotę.
Tak było w przypadku jego ulubionego modelu — mecha z miotaczem ognia.
Trzy kolory i starannie dobrane proporcje to coś, co wywołuje uśmiech na jego twarzy za każdym razem, gdy na niego patrzy. Nie ma go w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych projektów, ale Mickey niespecjalnie się tym przejmuje.
Drukarka Bambu Lab H2C otworzyła przed nim nowe możliwości w druku wielokolorowym — teraz dla bardziej skomplikowanych konstrukcji tworzy trzecią wersję testową w pełnym kolorze.
Mickey regularnie przeprowadza ankiety wśród swoich obserwatorów. Dane dotyczące druku multicolor są jednoznaczne: ludzie kochają efekty, ale nienawidzą marnowania filamentu przy zmianie kolorów przez system AMS. Nie chodzi o czas, ale o górę odrzuconego materiału (tzw. „kupek” z czyszczenia dyszy) leżącą obok drukarki po zakończeniu pracy.
Gdy pyta, co mogłoby zmienić, odpowiedź jest zwykle taka sama: wydajniejszy system druku wielomateriałowego.
Ludzie uwielbiają, gdy projekt nie wymaga użycia AMS. Mam w głowie mnóstwo projektów, które chciałbym wydać, ale to nie ma sensu, bo w tej chwili mało kto by je pobrał.
Jak wyżyć z tego biznesu?
Jeśli zapytasz go, jak zbudować coś trwałego na MakerWorld, odpowie bez wahania: regularność. Nie pojedynczy hit, który stanie się wiralem, nie podążanie za trendami i nie genialna strategia marketingowa. Po prostu systematyczność.
Gdyby ktoś mnie zapytał o radę, powiedziałbym, że regularne publikowanie wyraźnie podbija zasięgi w algorytmie. Regularność to absolutny numer jeden.
W szczytowym momencie wrzucał nowy model co tydzień. Teraz publikuje bliżej jednego na dwa tygodnie — ma mniej czasu i dokładniej testuje swoje prace. Samo modelowanie zajmuje mu około jednego dnia.
Jednak najdłuższą częścią procesu wcale nie jest projektowanie, lecz testowanie.
Mickey testuje swoje projekty na co najmniej jednej drukarce typu bed slinger (z ruchomym stołem w osi Y) oraz na maszynie CoreXY. Ograniczenia obu konstrukcji są zupełnie inne: CoreXY bez problemu radzi sobie z wysokimi wydrukami, podczas gdy drukarki z ruchomym stołem wymagają większej uwagi przy projektowaniu wysokich i ciężkich elementów. Projektowanie z myślą o obu typach maszyn wymusza pewne kompromisy, ale jednocześnie znacząco zwiększa grono odbiorców każdego modelu.
Dobór materiałów również jest przemyślany. Mickey drukuje prawie wyłącznie z PLA, ponieważ oferuje największy wybór kolorów i jest najpopularniejszym filamentem. Unika PETG ze względu na jego połysk — woli matowe wykończenie, które lepiej pasuje do jego stylistyki. Ostatnio eksperymentuje z TPU do drukowania stawów, ponieważ całkiem dobrze łączy się z PLA i nadaje ruchomym elementom znacznie lepszą pracę.
Projekt crowdfundingowy — duży model smoka — był jego pierwszym eksperymentem z płatną kampanią na platformie MakerWorld.
Początkowo podchodził do tego sceptycznie. Format społecznościowego finansowania wydawał mu się zarezerwowany dla figurek i miniatur, gdzie społeczność była już przyzwyczajona do płacenia za pliki. Zaskoczyły go jednak tak zwane stretch goale (dodatkowe cele kampanii). Planował trzy. Ostatecznie dostarczył sześć lub siedem, ponieważ odzew był ogromny, a on sam chciał dać wspierającym jak najwięcej.
Nie spodziewałem się, że odblokujemy tyle dodatkowych celów. Ludzie chcieli więcej i więcej. Z przyjemnością dodawałem kolejne elementy, skoro tyle osób dołączyło do projektu. W tej samej cenie dostawali coraz bogatszy pakiet — jarałem się, że mogę im to dać.
W drodze jest już kolejna kampania. Mickey ma cztery pomysły: inny styl smoka albo modułowy system robotów z pięcioma wariantami na każdą kończynę (prawa ręka, lewa ręka, nogi — wszystko w pełni wymienne), tak aby każdy mógł zaprojektować własną wersję. Drukarki pracują już nad prototypami obu rozwiązań.
Projektant, artysta czy ktoś zupełnie inny?
Mickey Hoang wiele rozmyślał nad tym, jak sam siebie zdefiniować.
Do tej pory używał określenia „projektant” — a dokładniej projektant zabawek — i trzyma się tego. Projektowanie w jego definicji oznacza myślenie o osobie, która odbiera końcowy produkt. O tym, co poczuje, gdy weźmie go do ręki. O tym, czy części połączą się tak, jak powinny. O tym, czy ktoś bez instrukcji i kontekstu będzie w stanie złożyć model w całość. To jest trzon jego pracy i to kieruje jego decyzjami.
Nie chce jednak całkowicie odrzucać słowa „artysta”, choć w roli projektanta czuje się pewniej.
Czuję, że wypracowałem własny styl. Ponieważ muszę skupiać się na funkcjonalności, częściej mówię o sobie „projektant zabawek” niż „artysta” — muszę dbać o to, jak dany przedmiot działa w rękach użytkownika. Myślę więc, że to rodzaj sztuki użytkowej.
To bardzo trafne i precyzyjne określenie. Sztuka użytkowa. Nie artystyczny wybryk, który przypadkiem działa, ani nie chłodny projekt, który bywa ładny — ale coś, co trzyma obie te wartości w pełnej harmonii.
Mickey patrzy na to również z szerszej perspektywy. Pracował wcześniej jako programista i znał inżynierów, których kod był prawdziwie piękny — nie tylko działający, ale elegancki, przejrzysty i ustrukturyzowany w sposób mający swoją artystyczną wagę. To również nazwałby sztuką.
Etykieta „artysty” nie jest zarezerwowana tylko dla obrazów, rzeźb czy eksponatów w galeriach. Należy się każdemu, kto wykształcił własny, unikalny sposób patrzenia na świat i tworzenia.
Jego mama ma w domu pięć drukarek Bambu Lab A1. Kupował jej kolejne, bo uwielbiała drukować doniczki i wciąż chciała więcej. Dziś prowadzi coś na kształt miniaturowej farmy drukarek — nie dla biznesu, ale dla czystej przyjemności tworzenia i dzielenia się wydrukami z rodziną i znajomymi.
W tej historii jest coś, co idealnie rezonuje z drogą samego Mickeya: świadomość, że druk 3D wyszedł z czasów, gdy wymagał inżynieryjnego zacięcia i wszedł w erę, w której jest czymś dostępnym, osobistym i skupionym na samym tworzeniu, a nie na walce z sprzętem.
Jeszcze dziesięć lat temu było trudniej. Musiałeś być mocno wkręcony, żeby to robić. Dziś może to robić każdy. Moja mama to robi.
Bambu Lab zaprosiło go do Shenzhen na otwarcie nowego sklepu stacjonarnego — spotkanie zrzeszające głównie chińskich twórców oraz garstkę projektantów z całego świata.
Pojechał tam. W nowym salonie oraz w samej siedzibie głównej firmy zobaczył na wystawach swoje własne projekty — naturalnej wielkości wersje rzeczy, które do niedawna istniały tylko jako pliki na ekranie komputera i prototypy na półce. Nie miał pojęcia, że tam będą…
To ta część pracy, która wciąż wprawia go w osłupienie.
Nie same pobrania — do liczb podchodzi już chłodno, rozumie algorytmy i ma wypracowany proces — ale fakt, że rzeczy, które tworzy w swoim pokoju, dopasowując stawy i testując kolory, lądują w miejscach, których w życiu by się nie spodziewał.
Na wystawie w Shenzhen. W rękach dziecka pod choinką. W domu kogoś oddalonego o tysiące kilometrów, wydrukowane za darmo, dając komuś po prostu radość.
To właśnie MakerWorld umożliwił zaistnienie takiej rzeczywistości.
Model, w którym projekty są darmowe dla pobierających, a platforma wynagradza twórców na podstawie popularności ich prac — to zmiana, która przewartościowała wszystko w życiu Mickeya.
Zaczął publikować modele dla zabawy. Odkrył system nagród i stopniowo, bez żadnego wielkiego planu, projektowanie stało się jego głównym zajęciem.
Czuję się ogromnym szczęściarzem i jestem niesamowicie wdzięczny, że mogę to robić. To świetna zabawa. Wiem, że niektórzy pytają: „Dlaczego wydajesz płatne modele?”. Ale nawet jeśli wypuszczę coś płatnego, nie dojdzie do sytuacji, w której przestanę wydawać darmowe rzeczy. To daje zbyt dużą satysfakcję. Uwielbiam patrzeć, jak ludzie to drukują.
Na MakerWorld ma już prawie 200 modeli. Każdy z nich generuje jakiś dochód, nawet te ciche i mniej popularne.
Katalog projektów stał się dla niego fundamentem stabilności — opartym na skumulowanej pracy i setkach drobnych decyzji. A każda z nich to zabawka, którą ktoś gdzieś na świecie uznał za wartą wydrukowania.
Na półce w jego domu stoją ulubione projekty. Niekoniecznie te najbardziej popularne. Te, które sam lubi najbardziej. Mikrofon z miotaczem ognia z pewnością tam jest. Fidget clickera pewnie tam nie znajdziesz.
Mówi o sobie: projektant zabawek. Żona bez problemu rozpoznaje jego styl. Mama prowadzi własną farmę drukarek. A jego pierwszym modelem na MakerWorld był zwykły klips do suszarki filamentu.
A gdzieś na drugim końcu świata dziecko trzyma w rękach robota z wymiennymi ramionami, którego części łączy idealnie precyzyjne „klik”.
I to właściwie cała historia. Choć tak naprawdę — ona wciąż trwa.
Wszystkie zdjęcia pochodzą od Mickeya Hoanga.
Źródło: https://blog.bambulab.com/how-kit-crafters-turned-toy-design-into-a-living/
Jak oceniasz ten wpis blogowy?
Kliknij gwiazdkę, aby go ocenić!
Średnia ocena: 5 / 5. Liczba głosów: 2
Jak dotąd brak głosów! Bądź pierwszą osobą, która oceni ten wpis.




